Lato tak szybko minęło, piszę minęło bo u mnie od początku sierpnia jest tak chłodno, ze to w niczym nie przypomina lata. Z uporem maniaka staram się ubierać w letnie sukienki, ale niestety coś trzeba zawsze na siebie narzucić bo po prostu nie idzie wytrzymać z zimna.

Nie będę ukrywać, że tego roku po prostu się nie wygrzałam, faktem jest, że było kilka gorących dni, aż trzeba było jakiś wiatrak włączyć, ale jak jest lato ma być ciepło i nie raptem jeden miesiąc ale co najmniej 3, takie jest moje zdanie. Ale cóż, są rzeczy na które mamy wpływ i takie na które nie mamy i nic nam po tym, ze będziemy się złościć i tupać nogami.

Jednak cały czas mam nadzieję, ze wrzesień będzie dla nas łaskawy i uraczy nas jeszcze ładną pogodą. Ja co prawda mam urlop i jak wszystko się uda jeszcze złapię kilka ciepłych promieni słońca i może nawet te promyki musną delikatnie moją skórą aby nie byłą taka biała przed zimą.

Dziś tak na poprawę humoru wrzucam sukienkę, która kolorem przywołuje na myśl ciepłe promyki słońca i od razu cieplej robi się na duszy 😊

Wymyśliłam sobie, że muszę znaleźć dla niej idealne tło. I udało się. Co prawda nie są to słoneczniki, w których możesz biegać lub schować się jak w małym gaju, ale ledwie sięgające do połowy uda, małe  czasami z  lekko wysuszonymi kwiatami rośliny. No cóż, lepiej nie będzie bo tylko takie znalazłam w okolicy, ale jak to mówią „lepsze takie niż żadne” 😀

Sukienkę uszyłam jakieś dwa miesiące temu. Uszyta z cienkiej tkaniny typu batyst ze sklepu SUPERTKANINY w dwóch kolorach białym i żółtym. W sumie zamysł był trochę inny, ale kiedy przyszły tkaniny okazało się, ze pozostałe są innej grubości i połączenie ich w całość nie wróży raczej dobrego efektu. Dwie były w tym samym typie i pomyślałam, że połączenie ich może dać całkiem przyjemny dla oka efekt, który mam przyjemność pokazać Wam na zdjęciach.

Samo zrobienie zdjęć nie było tak do końca proste jak bułka z masłem. Nie tylko ja zapragnęłam zdjęć z takim tłem, ale jeszcze masa innych przejeżdżających ludzi, którzy co chwila się wymieniali na nowych. Matki z dziećmi na rękach, biegające smyki i całkiem starsi ludzie, którzy też chcieli taką pamiątkę 🙈 więc jak sami widzicie miejsce oblegane jak jakiś historyczny zabytek, którego nie sposób omieszkać. Zawracałam się z tego miejsca chyba ze trzy razy, ale w końcu stwierdziłam, ze jak nie dziś to kiedy jak ma być jeszcze zimniej i nawet deszczowo. Podjechałam na drugi koniec pola, gdzie dostęp był lekko utrudniony bo trzeba było  zaparkować odrobinę dalej i przejść kawałek pieszo, więc chętnych nie było a co za tym idzie cisza spokój wprost idealnie. Na taki sam pomysł wpadła jeszcze jedna pani, ale to mi zupełnie już nie przeszkadzało bo co znaczy jedna pani wobec tłumów 😁😅

Nie będę ukrywać, że robienie zdjęć nie było wcale takie proste. Wiadomo, pole posiada bruzdy, więc raz niżej raz wyżej i ustawienie obiektywu na optymalnej wysokości na takim terenie to nie lada wyzwanie bo jak nie za nisko to za wysoko. Więcej nabiegałam się do aparatu i z powrotem niż zajęło mi zrobienie samych zdjęć. Ale nie ma co narzekać takie uroki fotografowania.

Co do samej sukienki. Uszyłam ją na podstawie sukienki z wykroju 113 Burda 3/2018, którą kompletnie przemodelowałam, i ani dół nie należy do niej ani rękaw tak samo dekolt przy szyi, ale sama podstawa góry już tak z przedłużonym do talii zapięciem i lekko rozchylonym przy szyi.