Ale sobie wydumałam, pomyślicie? Czego to nie było z tej tkaniny. najpierw była sukienka, taka typowo koktajlowa, później druga przerobiona, aż w końcu spódnica, z której jestem zadowolona. Myślę, że to kolor sprawił, że postawiłam na spódnicę, miałam wrażenie, że znikam w tym odcieniu, a tak dorzucając czarną bluzkę uzyskałam efekt jaki mnie zadowala (:

Na pewno nie jest to spódnica na co dzień, ale patrząc na efekt końcowy aż żałuję, bo podoba mi się bardzo (:

Nie wiem jak Wy, ale ja często mam pomysły na daną rzecz jak już ją uszyję, dopiero mnie olśni jak już często jest za późno, bo materiał wykorzystany, przerobić się nie da. Cieszę się, że tym razem się udało, bo żałowałabym strasznie.

Samo szycie, nie sprawiało mi kłopotu, wykrój na spódnicę wypróbowany, więc szyć mogłam z zamkniętymi oczami, a szycie kokard sprawiło mi dużo frajdy (: W talii dodatkowo naszyłam czarna lamówkę, żeby pasek wyglądał ciekawiej.
Co w efekcie końcowym przyniosło mnóstwo satysfakcji. Uwielbiam takie detale, czasami można zwykłą rzecz ozdobić tak, że widzom, nie umknie taki uwadze.

Uwielbiam bawić się moda, ale tak bezpiecznie, i na tyle na ile mogę sobie pozwolić, czemu nie.
Mam nadzieję, ze spódnica przypadnie Wam do gustu, ja już zachodzę w głowę, z czego uszyć by taka na nadchodzącą jesień i zimę (:

Tkanina żakardowa kupiona u ALE TKANINY.




Zapomniałam dodać, że bluzka uszyta jakiś czas temu.