Wiem, wiem obiecałam sukienkę, przysięgam, starałam się, ale niestety aparat zrobił mi psikusa i zdjęcia z sukienką wyszły mi wszystkie rozmazane. Zła jestem bo czas na zdjęcia jest zawsze wyłuskany z góry obowiązków a tu taka klapa.

No cóż jak to się mówi „co się odwlecze to nie uciecze” mam nadzieję, że drugie podejście wypali. Dziś mogę pokazać, taki oto kardigan, który uszyłam już jakiś czas temu. Nie miał jeszcze premiery, więc jesteście pierwszymi, które go oglądają (: Powiem szczerze, że długo zastanawiałam się z czym go zestawić. Wszystko co miałam w szafie, jakoś mi nie grało z tym odcieniem grafitu, nawet biały, który z grafitem bezapelacyjnie powinny stanowić zgrana parę, tu wyglądał mdło i nijak, wybrałam róż, myślę jeszcze o żółtym, ale na razie takowego nie posiadam (:

Oczywiście nic gotowego w różu nie miałam, ale za to miałam kawałek szyfonu, którym obdarowała mnie kiedyś klientka. Zbyt dużego pola do popisu nie było, bo kawałek malutki, ale potrzeba matką wynalazku, więc człowiek tak się stara, że musi coś wyjść!

Kardigan zapinany jest na małą  czarną zatrzaskę, fason ma raczej prosty, bez wcięć, więc jak dla mnie lepiej wygląda z cienkim paseczkiem. Ma fason lekko płaszczowy, ale taki był zamiar, i kieszenie jakby inaczej, koniecznie naszywane. Bluzkę pokazałam w poprzednim wpisie TU. Tak mi ostatnio myśli krążą wokół kardiganów i długich swetrów, że pewnie to nie ostatni i coś jeszcze wykroję. Autor zdjęć… oczywiście ja sama (:




Tkaninę kupiłam w Textilmarze w długości 1,70. Dzianina jest zbita i gęsta, ale w miarę lejąca.